piątek, 11 kwietnia 2014

Rozdział 4

  Ruda czupryna, piegi, masywna postura i kolorowe tatuaże- to musiał być on- Ed, mój kumpel z celi. Skończył odsiadkę pół roku przede mną. Można powiedzieć, że naprawdę byliśmy dobrymi kumplami. Tylko z nim mogłem porozmawiać poważnie, pośmiać się i tak dalej. Byłem szczerze zaskoczony, że spacerował w towarzystwie kobiety z dzieckiem w wózku. Nigdy mi nie wspominał, że założył rodzinę. Poczułem... zazdrość?
-Siemasz, stary!- przywitałem go z uśmiechem.
Mężczyzna i kobieta wyglądali na zszokowanych. Ed zachowywał się, jakbym był mu obcy. To nie było zbyt miłe. Nic już nie chciałem mówić. Koleś widocznie nie chciał mieć ze mną nic do czynienia. Byłem zrezygnowany, co nie trwało długo. Kąciki ust mi się uniosły, gdy rudzielec dyskretnie podał mi karteczkę z dziewięcioma cyframi i zamrugał okiem. Nie wiedziałem, co to miało być za przedstawienie. Widocznie miał jakiś powód. Po około godzinie napisałem sms-a na podany numer. Jednak telefon się przydał, ha.
"Tu Harry, co to było?"- Harry
"Potem ci wytłumaczę. Spotkajmy się dzisiaj o 18.00 w klubie SKIN"- Ed
"OK, będę."- Harry
    Uśmiechnąłem się do ekranu komórki jak mysz do sera. Cieszyłem się, że odświeżę swoją znajomość z Edem. Miałem też inny zamiar. Tak... kolejna pożyczka. Nie miałem wyjścia, chyba.

Czekałem na Eda dobre 15 minut. Co tam takie spóźnienie, zdarza się.

-No, Edzio. Tłumacz się gęsto.- zaśmiałem się.
-E tam. Po prostu żona nie chce, żebym miał coś wspólnego z tymi kumplami.- z naciskiem na "tymi".- Powiedziałem, że jadę do pracy i tyle mnie widziała.
-W porządku, rozumiem. Dzięki, że mimo wszystko mnie nie olałeś.
  Dalsza rozmowa była luźna. Rudzielec postawił mi trzy drinki. Dawno nie miałem alkoholu w ustach, moje kubki smakowe szalały. Gadaliśmy i gadaliśmy, a ja nadal nie spytałem o to, co chciałem.
-Słuchaj, Ed...-odetchnąłem-Mam małą prośbę. Naprawdę niewielką.
-No, nadawaj.
-Chciałbym prosić o pożyczkę.
  Na szczęście mężczyźnie nie zniknął dotychczasowy uśmiech z twarzy. Byłem dobrej myśli.
-Pewnie, stary. Wiem, że potrzebujesz forsy. Ile?
-Tysiąc.- odpowiedziałem po niedługim zastanowieniu.
  Ed bezzwłocznie wręczył mi banknoty. Jak na kolesia, który siedział za kradzież, miał ich sporo. Uwielbiałem tego człowieka. Podziękowałem. Wypiliśmy jeszcze kilka drinków. Pierwszy raz od iluś lat powąchałem alkohol, a już się upiłem. Brawo, Harry.  Mimo wszystko ten tan nie był aż taki zły. W klubie wrzało. Grała głośna muzyka i wszyscy tańczyli. Wszyscy poza mną i.... poza mną. Ed się gdzieś zapodział. Nie chciałem siedzieć jak ten idiota. Zaczęło się od niewinnego tupania nogą do rytmu. Czułem jak gorące bity mnie rozpalały. Wstałem i wtopiłem się w tłum. Próbowałem tańczyć. To musiało wyglądać przezabawnie. Chyba nie potrafiłem zbyt dobrze się ruszać. W pewnym momencie stanęła przede mną dziewczyna. Miała ciemne włosy i zielone oczy. Ubrana była bardzo skąpo. Krótka spódniczka i obcisła, odsłaniająca atutu bluzka- moje źrenice się poszerzały.
-Jesteś tu sam?- zapytała, uśmiechając się zarywczo.
-Taa...- wybełkotałem.
 Nim mrugnąłem, dziewczyna zaczęła się do mnie przystawiać. Tańczyła bardzo blisko mnie, nasze ciała praktycznie pocierały się o siebie. Ponosiło mnie. Moje dłonie wędrowały raz na biodra brunetki, a raz na jej jędrne pośladki. Nie wiedziałem, co wyprawiam, byłem tak upity, że nie potrafiłem myśleć. Kołysaliśmy się w rytm muzyki, posyłając sobie uśmiechy. Dziewczyna za wszelką cenę chciała mnie podniecić. Chyba jej się to udawało... Po zakończeniu jednego kawałka, zielonooka oddaliła się na krok. Dała mi gest palcem, bym za nią podążył. Zrobiłem jak chciała. W pewnym momencie chwyciła mnie za rękaw i ciągnęła do... toalety.
-Masz na mnie ochotę?- spuściła jedno ramiączko swojej bluzki.
-Nie... nie jestem pewien.- próbowałem zachować zdrowe zmysły. Nie była mi potrzebna żadna przygoda. Brunetka położyła dłonie na mojej klatce piersiowej.
-Daj spokój... robiłeś to pewnie masę razy.
-No pewnie.- skłamałem. Przecież byłem cholernym prawiczkiem.
-Więc...?
 Nic nie odpowiadałem. Odwróciłem głowę i wbiłem wzrok w podłogę.
-Może potrzebujesz zachęty? Zapłacę ci.- wypaliła
Pieniądze, pieniądze... No jasne, że były mi potrzebne.
-W porządku.
Jestem pewien, że gdybym był trzeźwy, w życiu bym na takie coś nie poszedł. No ale alkohol pływający w moich żyłach musiał zrobić swoje.
Zrobiłem TO z dziewczyną, której imienia nie znam, nie wiem kim jest... i do tego wszystko działo się w toalecie, istna sielanka. Czy jestem z tego dumny?Oczywiście, że nie! Kolejny przykład na głupotę Harry'ego Stylesa. Otrzymałem od zielonookiej dwie stówy. Nie potrafiłem ocenic, czy to odpowiednia suma, ale nie mogłem raczej narzekać.

*****

Od tamtego dnia trzymałem się z dala od klubu SKIN. Nie chciałem mieć nic do czynienia z tym miejscem, a tym bardziej z tajemnicza brunetką. Długo miałem wyrzuty sumienia.
No tak. I znów nie miałem się gdzie podziać. Nie chciałem w tej kwestii prosić Eda o pomoc, choć myślałem nad tym. Byłem w posiadaniu 1,5 tysiąca funtów. Dwa koła Louisa i jedno Eda... Potrzebowałem dwa razy tyle, ile miałem. Towarzyszyła mi bezradność. Do tego wszystkiego Lou naliczał odsetki, pięknie. Postanowiłem zwrócić mu choć połowę. Poszedłem do kiosku po kopertę. Dziwnie kupowało mi się coś wartego mniej niż lizak, ale cóż. Do śnieżnobiałej koperty włożyłem równo tysiaka. Nie była to ani sobota, ani niedziela, więc nie mogłem spodziewać się chłopaka w domu. Musiałem zaadresować paczkę. Wróciłem więc do sklepu po długopis. Miałem zamiar od razu wrzucić list do skrzynki Lou. Tak też zrobiłem, po napisaniu "Sz.P Louis T.". We wnętrzu koperty dopisałem jeszcze "Reszta wkrótce, obiecuję."Całe szczęście pamiętałem jak pisać poszczególne litery i układać zdania, ha.
Było już późno. Zdecydowałem się spać a dworcu. Obudziłem się nie tylko z bólem pleców, ale też...  ze znajomym przedmiotem leżącym obok mnie. Przetarłem oczy. To była koperta. Ta sama, którą zostawiłem w skrzynce Louisa... Co to miało oznaczać? W środku nadal znajdowała się forsa, ale nie tylko. Dołożono jakąś karteczkę. Zmieszałem się. Zacząłem czytać...
"Nie przyjmuję rat, tylko całość. Na dzień dzisiejszy jest to 2,5 tys. 772 851 124 - mój numer. Lo x"Trudno mi było w to uwierzyć. Ogarnęło mnie lekkie przerażenie. Skąd wiedział, gdzie jestem? Dlaczego bez słowa oddał mi pieniądze? A może to wcale nie był on? Czemu jest taki srogi? Jakim cudem kwota wynosiła już tyle? Na żadne pytanie nie znałem odpowiedzi. Wiedziałem, że coś tu śmierdzi. Louis... on coś knuł, to nie było normalne. Wykręciłem jego 9 cyfr. Nie miałem pojęcia, co chciałem mu powiedzieć. Chyba miałem zamiar prosić o łaskawość. Chłopak jednak nie odbierał. Może to i lepiej?
 Cały dzień był spokojny. Wypiłem litr wody. Odpowiadała mi ta nuda, ale do czasu. Zaczęło robić się ciemno, kiedy postanowiłem ruszyć gdzieś swoje cztery litery. Zrobiłem sobie mały spacerek. Londyn jest ciekawy nocą, ale też nieco niebezpieczny. Można spotkać naciągaczy, złodziei... ale również błąkające się dzieci, czy wróżki. Mijałem właśnie teren do paintballa. Pamiętałem, że był tam mały, opuszczony dom. Pomyślałem, że może warto zajrzeć do środka i będzie to dogodne miejsce do spędzenia nocy.
Drzwi trzymały się tylko na jednym zawiasie i popisane były rozmaitymi rysunkami i przekleństwami. Nie wahając się, przekroczyłem próg. Nieco przerazili mnie mężczyźni stojący przy ścianach w dużych odstępach od siebie. Chciałem się wycofać. Wszyscy wbili we mnie swój wzrok, a później spuścili go w ziemię. To było interesujące... Obok mnie przeszedł młody chłopak, ładujący coś do kieszeni. Wyszedł.  Przy niektórych mężczyznach stali jeszcze jacyś ludzie. Coś sobie podawali... intrygujące.
-Psssst.- usłyszałem za sobą. Odwróciłem się i ujrzałem faceta, mniej więcej w moim wieku, może starszego. Dał znak głową, bym podszedł. Tak zrobiłem.
-Szukasz czegoś dobrego? Znajdziesz to u mnie.- rzekł półszeptem.
-Emm.. Nie... nie do końca rozumiem?
-Stary, to ja tu mam najlepszy towar. - przekonywał.
I wszystko okazało się jasne. To była strefa dilerów. Słyszałem kiedyś o takich.
-Nie, nie. Ja nie po to. Już zmykam...- odpowiedziałem nieco zmieszany.
-Zaczekaj.-zatrzymał mnie, gdy już stawiałem krok.- Jesteś tu pierwszy raz, dam ci więc za darmo na spróbę.
Chciałem od razu odmówić. zacząłem się jednak zastanawiać. W sumie co mi szkodziło? A koleś wyglądał na naprawdę przyjaznego. Dawał za free, to czemu miałbym nie wziąć?
-Dobra, wezmę.
Mężczyzna się zaśmiał.
-Już ci wszystko przygotuję.-mrugnął.- A w ogóle, to jestem Liam. -mówił, wysypując biały proszek na mały rozkładany stolik.
-A ja Harry.- mówiłem podenerwowany.







Dzięki za przeczytanie i każdy komentarz :)

4 komentarze:

  1. to jest świetne dawaj next masaakraa świetnie piszesz jesteś najlepsze do tego jeszcze te narkotyki aww nie mogę sie doczekac 5 rozdziału ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyśmienite ! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej. Rozdział Fajny ;]
    Zostałaś nominowana prze ze mnie do LBA
    http://escape-from-future-life.blogspot.com/p/nominacje-do-libster-blogger-awards.html

    OdpowiedzUsuń
  4. łohohohohoo no nieźle będą kłopoty.. Czuję to :)

    OdpowiedzUsuń