czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział 3

 Przyszedł czas na małe zakupy. Wow, dawno tego nie robiłem. Miałem nadzieję, że nie zapomniałem, jak się płaci. Pierwszym sklepem, do jakiego zawitałem, był spożywczak. Kupiłem trochę owoców, wody mineralnej i słodkości. O, tak, brakowało mi cukru, tęskniłem za nim. Wszystko włożyłem do torby, którą niedawno znalazłem. Leżała, to wziąłem. Później, nie mogąc się oprzeć, dokonałem zakupu telefonu. Oczywiście, był to jakiś tani badziew. Ha, właściwie to nie miałem pojęcia, po co mi komórka! Przecież i tak nie miałbym do kogo dzwonić i z kim pisać. To było dziwne posunięcie z mojej strony. Ale cóż, taki już jest Harry- nieodpowiedzialny, dziecinny i nierozważny.  "Cześć, jestem Harry Styles, kupiłem sobie telefon, żeby bezczynnie leżał w mojej kieszeni." Dobre, naprawdę dobre.
  Potem ruszyłem na poszukiwanie jakichś tanich, ale porządnych ubrań. Nie było łatwo, wkoło same markówki. W końcu znalazłem niezły sklep. Nieduży i niedrogi- idealnie. Swoją drogą, niektóre szmatki były tam badziewne. O, miałem chyba z nimi coś wspólnego. Sprzedawca zapewniał, że towar jest nowy i najlepszej jakości. Nie obchodziło mnie to, chciałem tylko czystych ciuchów, chciałem wyglądać jak normalny człowiek, jakim byłem dawniej. Miałem czadowy styl, przynajmniej tak mi się zdawało. Nosiłem zazwyczaj koszule. Koszule i rurki, ha. W tym sklepiki znalazłem kilka rzeczy, które przypadły mi do gustu. Zakupiłem czarne obcisłe spodnie, trzy koszule, trzy Tshirty, bieliznę, a nawet parę butów. Nic nie przymierzałem, poszedłem na żywca. Wyszedłem zadowolony jak nigdy. Od razu wskoczyłem w nowe botki, a stare dziurawe adidasy wyrzuciłem do kosza. Czułem się... świeżo. Z tego, co mogłem wyczuć, to świeżo nie pachniałem. Fu, byłem odurzający! Co mogłem z tym zrobić? Odpowiedź była prosta i oczywista- najwyższy cza na kąpiel. Prędko sprawdziłem, ile pieniędzy mi zostało. Wystarczająco. Wystarczająco na dwie, może trzy noce w hotelu. Musiałem tylko znaleźć odpowiedni. Poszukiwania nie trwały długo. W Londynie roiło się od takich miejsc. Porządniej zarzuciłem torbę na ramię i wszedłem do budynku o wielkim szyldzie nad drzwiami "Splash", ciekawie. Hotel ten posiadał trzy gwiazdki, tyle wystarczyło. Szybkim, zdecydowanym krokiem podszedłem do recepcji. Za biurkiem stała średniego wzrostu blondynka. Jej włosy były spięte w kok,  a jej różowe usta wyglądały przesłodko. Z kieszonki w koszuli kobiety zwisała plakietka z wyraźnym napisem "ALEX" a poniżej "Praktykantka". Nie znosiłem tego imienia, w końcu nosiła je moja "kochana" mama, jeśli tak ją w ogóle mogłem nazwać. Brakowałoby tu jeszcze tylko jakiegoś Teda, o, byłbym wniebowzięty. Uśmiechnąłem się mimo woli.
-W czymś... w czymś mogę pomóc?- pytała nieco zakłopotana. No tak, przecież stał przed nią potwór.
-Chciałbym wynająć pokój.
  Alex spojrzała na mnie dziwnie. Przez moment nic nie mówiła.
-Wie pan, że noc kosztu...
-Tak.-przerwałem jej- Potrafię czytać. -blondynka zrobiła minę, jakbym ukuł jej dumę, ha. Dobra, wiedziałem, o co chodzi. Myślała, że nie mam pieniędzy. Nieładnie oceniać po okładce, oj, nieładnie. Lekko poirytowany wyciągnąłem portfel z torby i pomachałem jej nim przed oczyma. Niech żałuje ten, kto nie mógł zobaczyć jej twarzy w tym momencie.
-D-dobrze.-zająkała się.- Pokój jednoosobowy?
  Spojrzałem na nią z uniesionymi brwiami.
-Pani oszalała?! Nie widać, że jestem tu z żoną i dziećmi? Cóż za pytanie!-ojej, to chyba nie było zbyt miłe. Alex przełknęła ślinę. Myślałem, że wybuchnę śmiechem.
-Czy-czyli? Iluosobowy?
-Kobieto.- myślałem, że zaraz się zagotuję. - Czego tu nie rozumiesz? Ja, sam, ja, Pan Harry Styles chcę pokój. Jed-no-o-so-bo-wy.
-Trzeba było od razu.- zaśmiała się niczym prosię.
   Nie wyglądała na tak głupią, jaką była. Postukała trochę w klawiaturę, poprosiła o dowód, dała kartę, wskazała pokój i w końcu, w końcu zniknęła mi z oczu. Zmierzałem w kierunki pomieszczenia przeznaczonego dla mnie. Naprzeciw wyszedł mi jakiś facet pod krawatem i hotelową plakietką. Wyglądał na kierownika, na pewno na kogoś ważnego.
-Składam skargę na panią Alex!- krzyknąłem. Nie czekałem na jego reakcję, otworzyłem drzwi pokoju nr 11 i błyskawicznie je zatrzasnąłem. Chyba byłem chamski, cóż. Rzuciłem torbę w kąt i rozejrzałem się po "swoich" czterech ścianach. Było idealnie. Fotele, łóżko, telewizor i -co najważniejsze- łazianka. To może dziwne, ale cieszyłem się, że tak po prostu mogłem do niej wejść. Odetchnąłem, kiedy zobaczyłem mydło i saszetki szamponu. To było miłe uczucie... w końcu mogłem zacząć pachnieć i wyglądać jak normalny facet, w miarę. Sprawdziłem, czy drzwi pokoju były zamknięte, były. Nie wiem czemu ludzie to zawsze sprawdzają, zsocjalizowałem się. Zrzuciłem z siebie ubrania i wszedłem pod prysznic. Odkręciłem kurek z ciepłą wodą. Jakież to było przyjemne. Po raz pierwszy od dłuższego czasu mogłem korzystać z kąpieli sam, bez gołych męskich tyłków wkoło. Aż chciało mi się zwrócić obiad na myśl to tym. Że co? Jaki obiad? Nie jadłem większego posiłku od dawna. Stanąłem przed lustrem, zrelaksowany jak nigdy. Wskoczyłem w owe bokserki. Wtedy nurtowało mnie tylko jedno. Nie widziałem żadnego sposobu, by się ogolić. Zapomniałem kupić maszynki, pech. Dało się przeżyć. Spojrzałem na brudne ciuchy. Przydałoby się je wyprać. Napuściłem wody do umywalki, nalałem trochę mydła w płynie i starałem się ręcznie wyczyścić moje szmatki. Rozwiesiłem wszystko na kaloryferze. Miałem nadzieję, że robiłem to dobrze. Kurą domową to ja nie byłem. 
   Rzuciłem się na łóżko i chciałem włączyć telewizor. Nigdzie jednak nie mogłem znaleźć pilota. Ani na szafce, ani na stoliku, nigdzie. Tyle czasu nie oglądałem TV, mogłem przeżyć bez tego jeszcze długo. Ale miałem sprzęt pod nosem, grzech tego nie wykorzystać! Zacząłem szukać jakiegoś przycisku. Albo byłem ślepy, albo faktycznie się tam nie znajdował.
- Włącz się do cholery!- krzyknąłem wkurzony. Ku mojemu zdziwieniu, ekran zaświecił się i ukazał się na nim obraz. Ha, sprzęcior na głos, taki bajer. Pomyślałem, że może zapalę światło klaśnięciem. Klasnąłem w nadziei. Nic się nie wydarzyło, cóż. Trochę pobawiłem się telewizorem.  Powtarzałem ciągle 'ciszej', 'głośniej', 'w przód', 'w tył'. Sprawiało mi to niezłą frajdę, dokładnie tak jak małemu dziecku. W końcu trafiłem na kanał, który mnie interesował. Wiadomości. Chciałem wiedzieć, co ciekawego dzieje się na świecie. Jakiś badziewny zespół nastolatków wydaję nową badziewną płytę, w Londynie sprzedają nieświeże mięso, koniec świata się zbliża- nic z tych rzeczy mnie nie zaskoczyło. Zrezygnowany poszedłem spać. Łóżko było miękkie, a pościel przyjemna w dotyku. Zasnąłem błogo jak nigdy.

  Rano włożyłem nowe ciuchy. Ciemne spodnie, koszula w czerwono- czarną kratę- chyb nie wyglądałem źle. Przynajmniej nie mogło być gorzej niż chociażby wczoraj. Dłońmi starałem się ułożyć w jakiś sposób moje niesforne loki. Wreszcie, gdy uznałem, że jestem gotowy, wskoczyłem w brązowe botki. Zajrzałem do portfela. Po zapłacie za nocleg zostały mi tylko cztery stówy. Nie wyglądało to zbyt dobrze. Postanowiłem, że to była moja pierwsza i ostatnia noc w tym hotelu. Spojrzałem na zegar wiszący na ścianie. Była 10:10. To chyba znaczyło, że miałem pomyśleć życzenie, ale nie chciało mi się w to bawić. Spakowałem wszystko do torby. Przy okazji "pożyczyłem" sobie mydło w płynie. Ostatni raz zerknąłem na pokój i wyszedłem. Pożegnałem się z przeuroczą panią Alex i opuściłem budynek.
  Porządnie zacząłem zastanawiać się nad sposobem oddania pieniędzy Louisowi. Musiałbym chyba je sobie wyczarować. Jasne, bałem się. Miałem nadzieję, że Lou okaże się wyrozumiały. Nie byłem pewny, czy uważa mnie za przyjaciela. Sam też raczej nie mogłem go tak nazwać. Siedziały mi w głowie różne wspomnienia z nim związane, jedne miłe inne niestety nie.
   Przechadzałem się właśnie ulicami Londynu. Niebo było nieskazitelnie błękitne i czyste, w końcu panował maj. Po raz pierwszy od pewnego czasu dostrzegłem, że dziewczyny się za mną oglądały. Posyłały mi uśmiechy i urocze spojrzenia. Podobało mi się to. Czy potrzebowałem kogoś na boku? Na pewno nie. Najpierw chciałem sobie wszystko na nowo ułożyć, potem myśleć o tych sprawach. Nie zmieniało to jednak faktu, że lubiłem, gdy panny mi się przyglądały. To miłe uczucie.
   Po drodze mijałem rozmaitych ludzi. Jedni jasnoskórzy, inni ciemni, a jeszcze inni żółci. Niektórzy w kolorowych włosach, inni bez nich. Lubiłem przyglądać się twarzom. Nie wiem, dlaczego, tak już miałem. Wtem ujrzałem buźkę wyglądającą znajomo.


Dzięki za przeczytanie. Będzie miło, jeśli zostawisz komentarz.

Podoba się? Czego się spodziewacie?
:)

4 komentarze:

  1. JA już CHCĘ kolejny ROZDZIAŁ ! :D
    jakie to jest niesamowite! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. NEXT NEXT NEXT To jest boskiee ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. http://nic-nie-jest-wieczne.blogspot.com/ Zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Boskie.. *.*
    http://escape-from-future-life.blogspot.com/2014/04/rozdzia-4-co-teraz-chapter-4-what-now.html
    heh. Ta.. Zapraszam do siebie.. Nowy rozdział *.*

    OdpowiedzUsuń